blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2017-06-04

Jak się zmieniło moje postrzeganie Chin?


W tym miesiącu wraz z innymi dziewczynami z Klubu Polki na Obczyźnie zastanawiamy się, jak i czy inaczej widzimy teraz kraj, w którym dane jest nam mieszkać. Serdecznie zachęcam do zapoznania się z innymi wpisami powstałymi w ramach projektu letniego; na pewno wiele rzeczy Was zaskoczy.
No pewnie, że widzę wszystko zupełnie inaczej. Nie wiem jednak, czy to tylko kwestia mieszkania tutaj tak długo, czy po prostu tego, że się zestarzałam... Tak czy inaczej, przypomniałam sobie własne reakcje w rozmaitych sytuacjach. Zmiana jest diametralna.

2008: stary Chińczyk odkrztusza głośno flegmę i spluwa gęstym charkiem na ulicę. Soczyście przeklinam po polsku; odechciewa mi się jeść na spory kawałek czasu. W dodatku takich Chińczyków spotykam dziennie kilku/kilkunastu/kilkudziesięciu. Brrrr.
2017: kiedy słyszę charakterystyczny dźwięk oczyszczania dróg oddechowych, po prostu się szybko oddalam i odwracam głowę w drugą stronę.

2008: Chińczycy przejeżdżają przez skrzyżowania na czerwonym, NIGDY nie zatrzymują się przed przejściem dla pieszych i ustępują tylko pojazdom większym od siebie, bez względu na to, jak jest dane miejsce oznakowane. Parkują na środku wąskiej drogi. Jeżdżą pod prąd MASOWO. Trzeba mieć ośmioro oczu. Albo i szesnaścioro...
2017: Biały Mały Tajfun mknie drogami rowerem albo skuterem, a gdy widzi kolejną Sytuację na drodze, nawet mu ciśnienie nie rośnie. Omija i jedzie dalej, cudem unikając śmierci ;)

2008: Wchodzę do knajpy, bo ładnie pachnie. Siadam i przylepiam się do stołu, bo ta cerata zdecydowanie pamięta lepsze czasy. Nie zna za to wycierania. Wyobrażam sobie, jak wygląda kuchnia. Wychodzę.
2017: Jeśli kelnerzy są tak zajęci, że nie mają czasu przetrzeć stołu, to znaczy, że jest tu duży ruch i na pewno pyszne żarcie. Zostaję. Na wszelki wypadek przemywam otrzymane naczynia herbacianym wrzątkiem i pamiętam, żeby nie dotykać stołu.

2008: Jacy ci Chińczycy są kolorowi! A jak pstrokato poubierani!
2017: Jacy ci Polacy są szarzy...

2008: Jaki ten Kunming jest wielgachny!
2017: Jaka ta Warszawa jest maleńka...

2008: Dlaczego oni do wszystkiego dodają chilli?!
2017: Po pierwsze nie do wszystkiego, a po drugie - co komu to chilli przeszkadza? Przecież niedoprawione jedzenie jest niesmaczne!

2008: To straszne, oni bez przerwy żrą antybiotyki, które zresztą można bez recepty kupić w każdej aptece. Ja nie chcę! Ale co mam zrobić?...
2017: Zioła, akupunktura i masaże lecznicze to wspaniała sprawa, tym piękniejsza, że łatwo dostępna i tania. Jak ci Europejczycy mogą się truć chemikaliami?

2008: O! Tu się jada robaki, chwasty i rozmaite gatunki mięsa! To pewnie z biedy.
2017: Jaka szkoda, że polskie sklepy spożywcze są tak marnie zaopatrzone! Nic dziwnego, że Polska to taki biedny kraj...

2008: Nie lubię tej wódki, ale przecież chińska kultura picia zabrania odmawiać. Niech tam.
2017: Nie lubię tej wódki. Żaden dobrze wychowany Chińczyk nie próbowałby mnie zmusić do picia. Chcesz spróbować mnie zmusić? Spier...!

2008: Jak można makaron jeść pałeczkami?
2017: Jak można spaghetti jeść widelcem i łyżką? I to w dodatku z talerza?!

2008: Chiny to kraj rozwijający się, dlatego ta bieda tak kłuje w oczy.
2017: W Chinach nawet stare babcie na targu mają smartfony i oferują możliwość zapłaty bezgotówkowej. Polska jest biedna?...

2008: Herbata Lipton.
2017: To w końcu herbata czy Lipton?

2008: Jacy ci Chińczycy są pracowici!
2017: Jacy ci Chińczycy są niepozbierani!

Moje postrzeganie Chin zmieniło się tak samo mocno, jak ja sama. I pewnie zmieni się jeszcze pod wieloma, wieloma względami. Nowe sytuacje, zmieniające się czasy, opatrzona egzotyka zastąpiona mimo wszystko kolorową codziennością.
Nie zmienia się tylko jedno: Chiny nadal są dla mnie szalenie fascynujące!

10 komentarzy:

  1. fantastycznie się czyta - uśmiałam się do łez!!!!!!!!!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje postrzegania Ciebie na początku czytania Twego bloga; jaka ona jest inteligentna ,jak fajnie pisze i ile można tu dowiedzieć się o Chinach.
    Moje postrzeganie Ciebie po wielu latach czytania Twego bloga; ona jest jeszcze bardziej inteligentna jak myślałam,jak wieli się z jej bloga dowiedziała/i chcę więcej i więcej/ i jeszcze ma fajnego męża i cudowna córeczkę.Pozdrawiam Noneczka

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie to wszystko opisałaś :) Nigdy nie byłam w Chinach, ale chyba by mi się tam spodobało. A na pewno byłoby o czym opowiadać po powrocie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak! tematów opowieści nigdy nie zabraknie!

      Usuń
  4. Swietne podsumowanie.Najlepsze w Klubie :) Chiny nigdy mnie nie interesowaly,ale tak opisane wydaja sie ciekawe!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 Dziękuję! Aż się zarumieniłam z racji komplementu :)

      Usuń
  5. To wszystko prawda! :) odnajduję siebie w tym wpisie. Ostatnio nawet rozmyślałam jedząc spaghetti, że jak to można widelcem jeść :D I te ulepione stoliki i ruch drogowy... ;) Przybijam piątkę.

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.