blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2017-09-19

Herbata na dobre rozstanie 好聚好散茶

"Województwo" Lincang na zachodzie Yunnanu, tuż przy granicy z Birmą, jest słynne z bogactwa etnicznego (żyje tam wiele szczepów Miao, Blang, Wa i Lahu), przyrodniczego (dżungla i starodrzew herbaciany) i z herbaty. Jak to w Yunnanie, produkuje się tu przede wszystkim herbaty zielone, czarne i pu'er, przy czym Lincang słynie głównie z czarnej, produkowanej w "starostwie" Fengqing. Jednak nie tylko ze zwykłej czarnej herbaty Fengqing słynie. O wiele bardziej pobudza wyobraźnię tutejsza "herbata rozwodowa" - 离婚茶, czyli inaczej - herbata na dobre rozstanie 好聚好散茶.
W zapomnianej wiosce Shili wszyscy z dziada pradziada parają się gliną. Wiodą życie ciężkie, pracowite i biedne - zamiast sycącego ryżu podstawę wyżywienia stanowią tu gorzkie placuszki z tatarki. Ciężko przekonać przyjezdnych, by tu zostali na dłużej, dlatego ludzie zazwyczaj wiążą się z kimś z okolicy. Wiemy, jak jest. Kobieta, mężczyzna, namiętność i... brak namiętności. Lepiej się rozstać, niż tkwić w związku na siłę. I choć zdarzają się pary, które przy rozstaniu skaczą sobie do gardeł albo po rozstaniu już nigdy nie wspominają imienia Tej Osoby, pary z Shili, ludzie ponoć nieokrzesani i niewykształceni, słyną z bardziej pokojowego rozwiązywania problemu. Nie krzyczą, nie robią awantur, nie wieszają się z rozpaczy i nie skaczą z nożem do gardeł. Wybierają pomyślny dzień i żegnają się z sobą na oczach starszyzny, przy akompaniamencie herbaty. Na taką imprezę zaprasza ta osoba, która jako pierwsza zaproponowała rozstanie. Kogo zaprasza? Krewnych, przyjaciół i wszystkich, którzy powinni być świadkami ceremonii rozstania.
Pałeczkę przejmuje ktoś ze starszyzny. Zaparza "wiosenne pędy", czyli najdelikatniejsze herbaciane listki. A parzy je na trzy sposoby.
Pierwsze parzenie to słodka herbata, zwana też herbatą wspomnień. Bowiem właśnie od słodyczy zaczyna się każdy związek. Nawet teraz, gdy para jest bliska rozstania, warto przypomnieć sobie, jak słodkie były początki.
Drugie parzenie to herbata gorzka. A jest gorzka tak, że usta drętwieją. Bo też takie jest życie, które odbiera kochankom słodycz, zostawiając ich z trudami i goryczą.
Trzecia czarka też jest nazywana "herbatą". Jest to jednak zwykła przegotowana woda. Bo przecież - nasze życie nie jest ani słodkie, ani gorzkie. To, jakie jest, zależy od nas samych. Dla naprawdę zakochanych i czysta źródlana woda jest słodka, dla wrogów zaś ta sama woda będzie gorzką. W małżeństwie była słodycz i gorycz; któż wie, co tym dwojgu przyniesie życie po rozstaniu?
Gdy małżonkowie wypiją po szklance czystej wody, opłuczą się ze słodyczy i goryczy związku; wyczyszczą serca z dawnych zadr i przykrości, ale również - pozbędą się czułości dla tej drugiej osoby. Będą dla siebie przezroczyści, jak ta źródlana woda... 
Fajny zwyczaj, prawda? Tylko... żaden ze znanych mi Yunnańczyków nigdy o nim nie słyszał i twierdzą zgodnie, że to legenda miejska.
I co z tego, że legenda miejska? Myślę, że gdyby kiedyś przyszło mi się rozstać z ZB, wolałabym, żeby przebiegało to "herbacianie" niż z wrzaskiem. Jeśli ta tradycja nie istnieje - to można ją stworzyć :)
PS. Wpis sponsorowany przez piątą rocznicę zawarcia związku małżeńskiego ;)

2017-09-17

Henning Mankell - Chińczyk

Wbrew pozorom, czasem czytam książki nie o Chinach. Na przykład ostatnio o Paddingtonie, takim misiu (wiem, że Tajfuniątko ma dopiero roczek i jeszcze nie czyta Paddingtona, odczepcie się). Z największą przyjemnością sięgnęłam więc po szwedzki kryminał. Jego tytuł to "Chińczyk".
Całe szczęście prawie nigdy nie czytam najpierw recenzji, a dopiero potem książek. Być może zraziłabym się, całkiem niesłusznie, do tej wciągającej lektury. Jak się bowiem później okazało, właśnie to, co mnie się najbardziej w niej podobało, czyli szeroko zakrojone tło wraz z dość dokładnym opisem, który pozwala zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi - przez większość czytelników zostało uznane za nudne. 
Wiecie, skąd się wzięli Chińczycy w Stanach Zjednoczonych? Ja niby znałam, ale dość pobieżnie. Duża część naszej książki barwnie opisuje tę historię. 
Wiecie, co robią Chińczycy w Afryce? Ja trochę wiem, ale teorie spiskowe przedstawione przez autora nie tylko jemu jednemu wpadły do głowy.
Wiecie, jak wygląda życie chińskiego biznesmena? Ja znam paru osobiście. Dlatego opis nie wydaje mi się nudny, a zaskakująco trafny u autora, który nie zajmuje się zawodowo Chinami, a pisaniem kryminałów. 
Jeśli lubicie kryminały, polecam. Jeśli nie przepadacie za bogatymi opisami, tylko chcecie szybkiej akcji, zdecydowanie odradzam. Jeśli lubicie Chiny i chcecie spojrzeć na nie z niesinologicznej strony - zapewne spędzicie z Mankellem miły wieczór albo i dwa.

2017-09-16

lilie z ananasem

Uwielbiam lilie Dawida. W ogóle - kwiaty na talerzu to połączenie piękna i użyteczności, które bardzo do mnie przemawia. A jeszcze lilie są słodkawe, chrupkie i dobrze się komponują z wieloma produktami. Dziś danie, które po raz pierwszy ujrzałam w knajpie urządzonej w starej księgarni.

Składniki:
  • lilie podzielone na płatki
  • pokrojony niedbale ananas
  • kolorowa papryka dla wyglądu
Wykonanie:
Wszystkie składniki usmażyć krótko na niewielkim ogniu.
Inne dania z liliami: klopsy w liliach, lilie smażone z solą.